czwartek, 28 sierpnia 2008

Przeprowadzka

Zaprszam na nowy Raph's world. :)

czwartek, 14 sierpnia 2008

John McLane na doła

Znowu się inżynierki pisać nie chce, w dodatku jakiś przygnębiający ten wieczor. Postanowiłem podejść do sprawy w sposób praktyczny i obejrzeć "Die Hard 3" w celu poprawienia humoru. :) Może nawet później uda się napisać parę linijek kodu.

sobota, 9 sierpnia 2008

Grillowanie w Niechanowie

Od jakiegoś czasu próbowałem urządzić tego grilla, jednak nie było łatwo wszystkich zebrać, gdy się nie podało terminu z bardzo dużym wyprzedzeniem. 

Ostatecznie, więc grillowanie było bardzo kameralne. :)  Nie wszystkim udało się dotrzeć. Niektórym przeszkodziła praca, innym choroba, a innym wieczór kawalerski kumpla. :P Ci co przybyli na pewno nie żałowali, no i kiełbaski były najwyższej klasy.

Było miło, dużo się piło i po parku chodziło. :) Oby więcej takich spotkań.

Do Skorzęcina już nie dałem się wyciągnąć - ciągle nie jestem przekonany do dużych imprez, chociaż Bartek za konsoletą radził sobie na pewno bardzo dobrze. :)

Problem z działaniem Youtube na pełnym ekranie

Postanowiłem o tym napisać notkę, bo było to mimo wszystko trochę denerwujące. 

Na nowym kompie przestał mi działać odtwarzacz Youtube na fullscreen. Okazuje się, że wystarczyło wyłączyć akcelerację sprzętową w odtwarzaczu (prawym na filmik w Youtube, potem ustawienia i wyłączyć opcję akceleracji).

Zapewne mam coś nie tak ze sterownikami od grafiki (jakiś intelowski chipset). Nie mam narazie innego rozwiązania.

poniedziałek, 21 lipca 2008

Z pamiętnika pracownika budynku przy Roosevelta 83

Właściciel tajmniczego pudełka na śniadanie, w którym rozwijają się nieznane formy życia, nadal poszukiwany.

poniedziałek, 30 czerwca 2008

sobota, 28 czerwca 2008

czwartek, 1 maja 2008

Co tam u mnie słychać...

Ostatnimi czasy zrobiłem się dość "niepisaty". Zdarza się - jak nie ma natchnienia. Chwilami miewam ogromną ochotę, żeby coś napisać, ale potem ta ochota szybko się wypala.

Co aktualnie porabiam? Ogólnie - spędzam czas przed komputerem, czyli nic nowego.
Jedna z moich koleżanek stwierdziła jakiś czas temu, że "ciągle zmieniam pracę". Odniosła takie wrażenie pewnie dlatego, że współpracuję z paroma firmami, które tak naprawdę nie zmieniły się odkąd przestałem pracować w Poznaniu.

Moją "główną" pracą jest teraz firma "Dla Samych Swoich", która zajmuje się szeroko pojętymi transferami pieniędzy z UK i na odwrót. Firma jest spółką córką "Samych Swoich", której siedziba znajduje się w Londynie.
Na początku współpracowałem zdalnie, jednakże po jakimś czasie stwierdziłem, że przydałoby się wyleźć z domu i zapytałem Rafała (tak ma na imię mój szef) czy nie znalazłby się etat. Od lutego dostałem pól etatu na 3 miesiące (na próbę) w biurze w Gnieźnie na stanowisku programisty. Do moich obowiązków należy rozwijanie oprogramowania z którego firma korzysta, chociaż zdarza się czasem, że trzeba coś zrobić jako administrator czy helpdesk. Razem z Rafałem tworzymy, więc dział IT. :)
Jak łatwo policzyć - wspomniane 3 miesiące już się zakończyły. Usłyszałem, że oczywiście pracę mam, więc czekam teraz na dopełnienie formalności.
Atmosfera w pracy bardzo przyjazna. Podoba mi się to, że nie ma żadnego wyścigu szczurów ani popędzania - liczy się efekt tego co się zrobiło. Co ważne - przynosi to niemałą satysfakcję i nie jest nużące. :)

Poza tym mam jeszcze zajęcia dodatkowe. Współpracuję z Ivo Software ;), a właściwie DFS (www.tanieprojetkowanie.com), który zajmuje się projektowaniem stron - tutaj mam głównie do robienia różnej maści formularze.
Ponadto jest jeszcze sokker.org, czyli gra online i Grzesiek oraz Damian czyli jej właściciele. Chociaż tutaj współpracę zawiesiłem, aż nie skończę pracy dyplomowej, bo nie chciałem chłopaków opóźniać. Tak czy siak - wdrożenie nowej skórki do gry to w dużej mierze moja zasługa.

Ważna rzecz na najbliższy czas to oczywiście napisanie pracy dyplomowej, która mi opornie idzie m. in. przez braki motywacji i natchnienia. Chciałbym skończyć gdzieś do połowy czerwca, żeby się w lipcu bronić, jeśli się jednak nie uda to będę się bronił po wakacjach. Spokój grabarza. ;)
Jeśli kogoś interesuje temat to jest to "Aplikacja do integracji danych z różnych baz danych".

Poza tym są jeszcze do zaliczenia te nieszczęsne Sieci Telekomunikacyjne, czyli pierwszy w życiu przedmiot, który musiałem powtarzać. Może będę próbował w czerwcu, choć nauka zbyt różowo nie idzie.

Kiedy zdobędę dyplom będę chciał uczyć się dalej na SUM na Polibudzie. Może być jednak tak, że będę miał rok przerwy - głównie zależy od terminu obrony.

Wakacji jakoś szczególnie nie planuję. Jedynie tego grilla dla ex i aktualnych pracowników Sunrise System. :)

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Przenośność, decentralizacja poczty elektronicznej

Temat w kontekście poczty elektronicznej, chociaż pewnie można odnieść go nie tylko do poczty.

Kiedyś (w zasadzie jeszcze parę miesięcy temu) byłem dużym zwolennikiem programów pocztowych (używałem The Bat!, potem Thunderbirda) i uważałem, że Webmail ma po prostu za małą funkcjonalność w porównaniu z oprogramowaniem na komputerze użytkownika.

Doszło jednak do takiej sytuacji w której dysk z moim podstawowym systemem operacyjnym w domu (jakim był Linux) zaczął odmawiać posłuszeństwa i wróciłem do Windows - przynajmniej tymczasowo. Programu pocztowego zatem nie konfigurowałem.

Doszedłem do wniosku, że nie ma większego sensu wracać do oprogramowania pocztowego. Jaki był powód tej decyzji? Przede wszystkim muliplatformowy dostęp do poczty (niezależnie od systemu operacyjnego jakiego w danej chwili używam) bez konieczności konfigurowania w zasadzie niczego - do webmaila wystarczy przecież tylko przeglądarka. Jest to o tyle ważne, że przestałem uważać, że należy korzystać tylko z jednego systemu operacyjnego, więc nie mam zamiaru konfigurować dwóch programów pocztowych, gdy zacznę znowu używać Linuksa.
Wiadomo - jest ryzyko, że padnie serwer i pozbędziemy się całej poczty. Dotyczy to głównie sytuacji, gdy korzystamy z darmowych kont pocztowych. Należałoby odpowiedzieć sobie wtedy na pytanie jak ważna jest dla nas nasza elektroniczna korespondencja i czy nie warto wydać tych kilkudziesięciu złotych rocznie na komercyjne konto pocztowe, gdzie robią nam regularny backup poczty. Ewentualnie można znaleźć sposób na backup poczty z darmowego konta.

Co do wspomnianej małej funkcjonalności poczty przez WWW - to stwierdzam, że to co jest w zupełności mi wystarcza. Wybór webmejli mamy duży i niektóre naprawdę całkiem przyzwoite.

sobota, 16 lutego 2008

Computer Camp Love

Bardzo mi się podoba ten teledysk. :)

piątek, 8 lutego 2008

James Bond will return



007 zawsze wraca. :) Tym samym jeden dzień w listopadzie na pewno mam zajęty, premiery "Quantum of Solace" nie mam zamiaru przegapić.

środa, 19 grudnia 2007

Świąteczne życzenia i (świąteczne) przemyślenia...

Święta za pasem. Znowu...

Nie da się ukryć, że gdzieś ta świąteczna atmosfera ode mnie uciekła. Kiedy byłem młodszy było jakoś inaczej - może przez to, że z taką niecierpliwością czekałem na Wigilię i na prezenty. Teraz już tak nie jest, a na prezenty to sobie sam muszę zapracować, co oczywiście samo w sobie nie jest złe. :-)

Co od ostatnich Świąt się zmieniło? Na pewno zdałem sobie sprawę z wielu rzeczy - choćby z tego, że człowiek nie jest niezniszczalny. Nawet zacząłem myśleć jak sobie zorganizować przyszłość, żeby było w miarę ok (nawet o jakimś ubezpieczeniu sobie myślałem).

Zdałem sobie też sprawę, że nie należy zaśmiecać myśli gdybaniem i czarnymi scenariuszami. Czas naszego "procesora", który mamy, może być znacznie lepiej wykorzystany, niż do takich bzdur. Choćby do tego, żeby poprawić lub spróbować poprawić niektóre rzeczy w naszym życiu.

Z takich przemyśleń wyszła też implikacja, że jestem za mało niezależny, że do tej pory tak naprawdę nie dotarło do mnie, że powinienem dążyć właśnie do niezależności.

Co do pracy - zwolnienie z wiadomej firmy było niemal błogosławieństwem i jakoś nie żałuję, że już tam nie pracuję. Fakt - programista ze mnie jak na razie kiepski i łapię się na tym, że za dużo jeszcze myślę "jakby to było gdyby", zamiast robić. Jak to kiedyś stwierdził mój kolega, który przez kompem spędził na pewno z 2x więcej czasu niż ja i do eksperta mu coraz mniej brakuje "trzeba pisać jak najwięcej". I jak tutaj zaprzeczać, kiedy stwierdził to gość, który już nawet swój obiektowy język programowania stworzył?

Światopogląd mi się też zmienił od tego posta, kiedy to napisałem "i przestać w końcu być samotnym". Już mi jakoś na tym nie zależy specjalnie. Nawet sobie nie potrafię wyobrazić kogoś z kim mógłbym się dobrze czuć. Może dlatego, że nigdy tak naprawdę nie byłem zbyt pewny sie w towarzystwie innych. Samotny się czasem czuję - w końcu człowiek jest istotą stadną. Tylko jakoś nie mam potrzeby zakładania rodzinki i potem pracowania na gromadkę dzieci, a pewnie większość dziewczyn tego w końcu od faceta by chciała - "instynkt macierzyński", czy jakoś tak.
O fakcie, że wiecznie chodzę z przypiętą ogromną plakietką "KOLEGA", którą widzą wszystkie dziewczyny, które znam, nawet nie ma co wspominać. :D

Wracając do tematu Świąt - sobie życzyłbym zapału do pracy i samodyscypliny. Szanownym Czytelnikom (sobie oczywiście też) zdrowia i nic więcej, bo tak naprawdę to resztę można sobie samemu zdobyć. Miłości życzył nie będę, bo jak czasem widzę "miłość" (dzisiaj: "jakiś Ty wspaniały/wspaniała", jutro: "mam innego/inną"), to dziękuję bardzo. Jeśli prawdziwa miłość istnieje to sama da o sobie znać, ale czy istnieje? Może to tylko założenia, a w założeniach to komunizm też był fajny, gorzej było z praktyką. :]

Tym optymistycznym akcentem kończę tego przydługawego posta. Muszę przyznać, że ten edytorek "Dark Room" rzeczywiście pozwala się skupić tylko na tym co się pisze.

Wesołych Świąt!

niedziela, 2 grudnia 2007

Filmowe fakty ;)

Jako, że od oglądania filmów nie stronię, postanowiłem przytoczyć kilka filmowych faktów, które sam zaobserwowałem, bądź wyczytałem w innych takich zestawieniach i zapadły mi one w pamięć.
  • Telefony komórkowe w filmach zdają się często nie mieć tak prostej funkcji jak książka adresowa - musisz wybrać cały numer, nawet gdy dzwonisz do swojego przyjaciela.
  • Jeśli jesteś głównym bohaterem filmu akcji na pewno nie zginiesz, choćby Twój wróg wysłał przeciwko Tobie całą armię dobrze wyszkolonych najemników. Chyba, że jest to film Tarantino - wtedy wszystko może się zdarzyć, ale nie martw się - na pewno zdążysz zaliczyć najbardziej gorącą laskę w filmie, zanim ktoś Cię zastrzeli.
  • Jeśli jesteś zakompleksionym nastolatkiem, który podkochuje się w najładniejszej dziewczynie w szkole, a ona kręci z jakimiś osiłkami i Cię nie zauważa, pod koniec filmu na pewno będzie Twoja. Uratujesz jej życie i przy okazji Świat, wykorzystując swoje niesamowite zdolności (np. wiedzę o komputerach), a ona zobaczy jaki jesteś wspaniały. Możesz także liczyć na scenę kiedy ona ogrzewa Cię własnym ciałem po tym jak musiałeś się wykąpać w ubraniu, żeby dostać się do ostatniego działającego aparatu telefonicznego w zalanym korytarzu.
  • Nigdy nie zdejmujesz ubrania kiedy wchodzisz do wody - zwłaszcza jak robisz to przy dziewczynie w której jesteś zakochany (patrz punkt wyżej).
  • Kiedy zostaniesz postrzelony, kula nigdy nie trafi np. w kręgosłup robiąc z Ciebie kalekę na całe życie - przecież to niesmaczne. No i jak wtedy zaliczyłbyś najbardziej gorącą laskę w filmie?
  • Jeśli to serial policyjny (np. CSI), a Ty jesteś jednym z głównych bohaterów, masz gwarancję, że wszystkie kobiety z którymi będziesz pracował będą oszałamiająco piękne.
  • Mimo, że jesteś na skraju bankructwa, nie przeszkadza Ci to jeździć wypasionym sportowym wozem i mieszkać w luksusowym mieszkaniu.
Ciąg dalszy być może nastąpi...

piątek, 26 października 2007

Wiedźmin

Z prozą Sapkowskiego spotkałem się w szkole średniej. Jeden z kolegów lubił to czytać i pierwszą książkę pożyczyłem od niego. Pożyczyłem i przepadłem, bo świat Wiedźmina wciągnął mnie niesamowicie. Byłem strasznym hipokrytą, bo wcześniej wyśmiewałem się z tych książek, zanim ich nie poznałem. Przeczytałem całą sagę i jeszcze zbiór opowiadań.

Wspomniany świat jest naprawdę niesamowity. Mnogość postaci i zdarzeń po prostu wciąga. Nie brakuje efektownych walk, wątków miłosnych czy dużych konfliktów zbrojnych. Wszystko to działa na wyobraźnię, dzięki niezaprzeczalnemu talentowi pisarskiemu samego Sapkowskiego.

Kim jest w ogóle Wiedźmin? W dużym skrócie to etatowy likwidator potworów, które niszczy swoim srebrnym (bądź czasem stalowym) mieczem, a których w książce nie brakuje.

Tak się złożyło, że dzisiaj premierę miała gra "Wiedźmin". Najdroższa polska produkcja tego typu. Zapowiada się naprawdę nieźle i ma bardzo duże szanse wypaść o wiele lepiej niż film na podstawie twórczości Sapkowskiego, który okazał się klapą.

Zanim nie kupię nowego sprzętu, gry i tak nie ma sensu nabywać, ale nad tym już pracuję...

wtorek, 16 października 2007

Sonda i po sondzie...

Druga połowa października się rozpoczęła, a ja ani słowa nie napisałem... Chyba brak natchnienia mnie dopadł.

Jakie są wyniki sondy - chyba każdy widzi. Cieszę się, że kilka osób czyta bloga regularnie. :) Przynajmniej nie piszę tylko dla siebie. Czasem też ktoś tutaj trafi przypadkowo. Też mi miło z tego powodu. :)

piątek, 28 września 2007

Łańcuszki...

Tego posta piszę przede wszystkim z jednego powodu. Mianowicie - żeby móc przesłać link do niego ludziom, którzy mi wysyłają jakieś bzdurne łańcuszki. Generalnie mam taką zasadę, że gdy dostaje spam od nieznajomego to po prostu tego kogoś blokuję.

Co to jest łańcuszek? W skrócie - bzdurna informacja typu "prześlij tą wiadomość do wszystkich z Twojej listy kontaktowej, bo nie wygrasz miliona dolarów". Intencją autorów takiej wiadomości jest po prostu jak najszybsze jej rozesłanie i tym samym niepotrzebne obciążanie łącz zbędnym ruchem, który takie dane generują.

Wydawałoby się, że rozesłanie takiej wiadomości do paru znajomych to nic wielkiego. Jak taka mała ilość tekstu może coś obciążać?! Wyobraź sobie, drogi Czytelniku, że każdy z tych znajomych będzie na tyle infantylny, że też wyśle tą wiadomość paru znajomym... Robi nam się coś na kształt postępu geometrycznego, a ilość danych krążących w Sieci zwiększa się. Zero wartych danych.

Dziękuję, więc za wszelkie tego typu informacje. Nie bawią mnie one kompletnie, tyko denerwują. I nie - nie chcę uratować żadnego mozambijskiego dziecka, znaleźć szczęścia w miłości etc., bo w ten sposób to się na pewno NIE UDA.

Dziękuję za uwagę.

czwartek, 20 września 2007

U()rodziny na parapecie, czyli impreza...

Po klubach szlajać się nie zwykłem. Taki już jestem - nie ciągnie mnie to. Co innego imprezy ze znajomymi i przyjaciółmi, gdzie jest bardziej kameralnie. Podczas takich wydarzeń można bardzo miło spędzić czas...

Tak też było tym razem. Magda i Paulina wprowadziły się do nowego mieszkania, Paulina obchodziła także urodziny, 30 czy jakoś tak (i w tym momencie mi się dostanie jeśli Ona to przeczyta :D) ;). Z fotek można wywnioskować, które to urodziny - jestem jednak pewien, że w każdym wieku będzie tak samo czarująca. :)

Dodam, że zjawili się niemal wszyscy, których chciałem zobaczyć, z czego bardzo się cieszyłem. Pojawiła się nawet Ewa, która w sumie uczęszcza na imprezy "firmowe" tak samo rzadko jak ja.

Nie widzę potrzeby zbytniego rozpisywania się. Parę fotek lepiej przedstawi co działo się 24 sierpnia.

Grzesiek przyniósł nowy aparat. Nie odmówiłem sobie przyjemności pobawienia się przez chwilę w fotografa. Na zdjęciu Magda:



Nasza solenizantka:



No comments :D:



Chłopcy z ferajny (nie wszyscy). Ta cytrynówka była całkiem niezła:



Druga gospodyni, czyli Magda. Tylko przy kiełbasie jest taka poważna :D:



Piciu (and) the Dog:



Najładniejsza "para" imprezy, czyli ja i Kiniuś ;). Niestety zarobiłem ogromnego minusa, gdyż ośmieliłem się przynieść wino innej.



Pierwsze małżeństwo całej imprezy, czyli Aga i Przemek:



Grzesiek ze swoim aparatem, który mi się bardzo spodobał (aparat nie Grzesiek :P):





To właśnie TA Kobieta, czyli Ewunia i TO wino, ja tylko chciałem być miły... ;):



Bad girls, bad girls:



Tomek i Marzena:



Miejsce dla VIPów, czyli balkon:



Tak wyglądał prezent urodzinowy:



Kolejne parki:





Tej fotki nie mogłem nie zamieścić :):





Działo się wiele, wiele więcej, a ten post to tylko niezbyt dokładne streszczenie. Spać szedłem gdzieś koło 4:00 rano. Koło 7 wymknąłem się z pogrążonego we śnie mieszkania, żeby zdążyć na pociąg.

sobota, 15 września 2007

Pidgin - IM pod Linux (i nie tylko)

Lubię testować oprogramowanie, które może wydawać się potencjalnie lepsze od tego, które używam aktualnie. Gdyby tak nie było może do dzisiaj jako komunikatora używałbym pod Windows Gadu-Gadu.

Zaczynając swoją przygodę z Linuksem musiałem wybrać jakiś komunikator. Ostatecznie skończyło się na Kopete, choć poszukiwałem czegoś co natywnie obsługiwałoby Tlen, niestety nie znalazłem nic spełniającego moje oczekiwania.

Na Kopete w zasadzie nie narzekałem, chociaż idealne nie jest. Główne moje problemy z tym programem to wolne uruchamianie (parę minut) i czasem wątpliwa stabilność.

Ostatnio trafiłem na komunikator, który chyba okaże się godnym następcą Kopete. Chodzi o Pidgin. Program jest szybszy od Kopete, poza tym oferuje więcej funkcjonalności - np. banowanie użytkowników. Lista protokołów, które obsługuje też jest całkiem pokaźna, nie ma niestety Tlena (oficjalnie, bo trwają pracę nad wtyczką - może uda mi się zainstalować aktualną jej wersję), ale jest m. in. GG, Jabber czy MSN. Jest także obsługa awatarów na liście kontaktów, co mi się podobało już w Kopete.

Co ważne - komunikator może być używany także pod Windows (nie miałem jeszcze okazji wypróbować tej wersji).

Ogólnie program jest bardzo obiecujący i mam nadzieję, że będzie rozwijany.

Update:
Wtyczka do Tlenu dała się zainstalować bez problemu i tym samym mój komunikator zyskał natywną obsługę tego protokołu. Zaznaczam, że nie jest to oficjalne wydanie wspomnianej wtyczki, więc nie ma gwarancji, że będzie działać dobrze.
Pod Linuksem instalacja nie jest trudna. Ściągamy archiwum ze źródłami wtyczki i rozpakowujemy. Następnie uruchamiamy "make" w katalogu gdzie rozpakowaliśmy źródła. Zostanie stworzony plik "libtlen.so", który kopiujemy do katalogu Pidgina z wtyczkami (prawdopodobnie "/usr/local/lib/purple-2"). Pliki ikonek kopiujemy do odpowiedniego katalogu - u mnie był to "/usr/share/pixmaps/pidgin/protocols" i tam podkatalogi z odpowiednimi rozmiarami. Pamiętajmy, żeby usunąć potem rozmiary z nazw plików.

Resetujemy Pidgin i cieszymy się Tlenem bez żadnych transportów.

Tym samym komunikator Pidgin zyskuje u mnie status najlepszego dostępnego IM dla Linux. :)

piątek, 14 września 2007

DBDesigner

Tworząc bazę danych, najpierw należy ją zaprojektować - to raczej oczywiste. Podczas tworzenia akademickiego projektu bazy danych używałem do tego celu Visio. Gdy teraz chciałem zaprojektować bazę zacząłem szukać jakiegoś narzędzia działającego pod Linuksem. Trafiłem na tytułowy program i muszę przyznać, że jest całkiem niezły (działa także pod Windows). Jak piszą autorzy - jego następcą ma być MySQL Workbench.

czwartek, 13 września 2007

Dzień Programisty

Dzisiaj przypada 256 dzień roku, a tym samym wspomniane święto. Życzę jak najmniej bugów, szybkiego znajdowania rozwiązań i wydajnych aplikacji. :)